Tydzień temu pisałem o podróżach kulinarnych Jana Kalkowskiego, jakie odbył on w latach siedemdziesiątych. Jan Kalkowski był krakowskim dziennikarzem, związanym z tygodnikiem „Przekrój”, gdzie prowadził rubrykę „Jedno danie”. Opowiedziałem w felietonie sprzed tygodnia o tym, jakie to kulinarne niespodzianki zaskoczyły go w krajach, które wówczas odwiedził.

Dodaj komentarz

Ostatnio pisałem niemal wyłącznie na tematy aktualne, związane ze Szczytnem i naszym regionem. Dzisiaj zatem zmienię tematykę na nieco lżejszą, choć międzynarodową, a także cofniemy się w czasie. Wpadła mi w rękę książka Jana Kalkowskiego „Podróże kulinarne”.

Dodaj komentarz

Choć do prawdziwego końca lata, jako pory roku, mamy jeszcze trzy tygodnie, ale lato, jako okres wakacyjno-wczasowy, wyraźnie ma się ku końcowi. Najlepiej świadczy o tym uliczny ruch pojazdów, który wreszcie nieco się uspokaja. Ulice Szczytna, wolne od korków, znów stają się przejezdne, a jedynym zmartwieniem śpieszących się kierowców pozostają zamykane przejazdy kolejowe.

Dodaj komentarz

Sezon turystyczny pomału zmierza ku końcowi, ale wciąż jeszcze trwa. Tego lata wyjątkowo dużo gości zwiedza szczycieńskie muzeum, a także wieżę widokową ratusza.

Dodaj komentarz

Przed tygodniem sięgnąłem ponownie do tematu, o którym pisałem przed siedmiu laty. Dzisiaj także zamierzam, na skutek nowych okoliczności, rozwinąć wątek felietonu napisanego we wrześniu roku 2013. Pisałem wówczas o światowej sławy artyście Janie Lebensteinie i jego związkach ze Szczytnem.

Dodaj komentarz

Skąd taki tytuł? Piszę felietony dla „Kurka Mazurskiego” od prawie ośmiu lat. To kawał czasu. Dzieci, które urodziły się w tym roku co moja pisanina, chodzą już do szkoły. Kto zatem pamięta o czym, lub o kim opowiadałem na przykład w marcu, w roku 2008?

Dodaj komentarz

W ostatnich felietonach poruszyłem całkiem na poważnie kilka miejscowych tematów. Niekoniecznie przyjemnych.

Dodaj komentarz

Dzięki przychylności pana Starosty i przyjaznej pomocy pracowników Wydziału Budownictwa i Architektury miałem możliwość pogrzebania w rysunkach dokumentacji budowlanej obudowy wieży ciśnień, a także towarzyszących rysunkom urzędowym dokumentom. Zdobyłem zatem pewną wiedzę dlaczego oglądamy coś tak wyjątkowo paskudnego.

Dodaj komentarz

O tej sprawie zrobiło się ostatnio głośno w krajowych i regionalnych mediach. To ja także, na łamach „Kurka”, dołączę swój komentarz do wypowiedzi posła Arkadiusza Czartoryskiego na temat dworca kolejowego w Szczytnie.

Dodaj komentarz

Jest niedziela, zatem piszę aktualny felieton przesiadując na ratuszowej wieży. Pisanie felietonu w takich warunkach można nazwać aktem przerywanym, bowiem pozorny spokój w chłodzie i ciszy co jakiś czas przerywa kolejna grupka turystów, z którymi należy pogadać.

Dodaj komentarz

Kazimierz Dolny nad Wisłą to miasteczko niezwykłe. Ewenement na skalę europejską, a może i światową. Aktualnie w Muzeum Mazurskim w Szczytnie możemy obejrzeć malarską wystawę Haliny Jagody Kołodziejskiej, artystki z Kazimierza.

Dodaj komentarz

Dwa kolejne felietony poświęciłem architektonicznym, szczycieńskim paskudom. Nawybrzydzałem się co niemiara. Na razie wystarczy.

Dodaj komentarz

Nie spodziewałem się, że pisząc przed tygodniem o tragicznej oprawie budowlanej szczycieńskiej, zabytkowej wieży ciśnień wywołam aż taką burzę. Bywa, że po niektórych moich felietonach kilkoro czytelników zechce dać wyraz swojemu poparciu, lub też odwrotnie. Czasem dzwonią do mnie osobiście (moje stacjonarne miejsce pracy jest ogólnie znane), czasem do redakcji, lub też wpisują swoje uwagi do internetowych komentarzy.

Dodaj komentarz

Skąd ten tytuł? Otóż jak co roku, w sezonie letnim otworzyliśmy widokową wieżę ratuszową dla zwiedzających. Piszę otworzyliśmy, bo brałem w tym udział. Przez inauguracyjny weekend, czyli w minioną sobotę i niedzielę osobiście przyjmowałem pierwszych turystów, których przewinęło się przez te dwa dni około trzydzieścioro. I jak co roku musiałem odpowiedzieć na szereg pytań dotyczących naszego miasta.

Dodaj komentarz

Tydzień temu, z okazji smutnego wydarzenia jakim była śmierć mojego przyjaciela Janka Prochyry, opowiedziałem anegdotkę z życia studentów Wyższej Szkoły Teatralnej w Krakowie. Tak się złożyło, że przed laty czynnie uczestniczyłem w akademickim życiu owej szkoły, a także udzielałem się towarzysko w Warszawskiej Wyższej Szkole Teatralnej, no i mojej macierzystej uczelni, czyli Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej.

Dodaj komentarz

Dwa tygodnie temu zmarł mój stary przyjaciel, aktor, Jaś Prochyra. Znaliśmy się od ponad czterdziestu lat, to jest od czasu, kiedy Janek studiował w Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie. Była to pierwsza połowa lat siedemdziesiątych. Od tej pory utrzymywaliśmy stały kontakt i choć ostatni raz widzieliśmy się ładnych kilka lat temu, to zawsze trafiała się jakaś okazja do telefonicznej rozmowy.

Dodaj komentarz

Taki oto temat przyszedł mi do głowy, kiedy pośród przedmiotów nietypowych odnalazłem w naszym domu kubańską maczetę. Piszę „odnalazłem”, ponieważ wyprowadzając się przed laty z Warszawy do Szczytna przywiozłem wprawdzie sporo elementów tak zwanego mienia ruchomego, ale nie wszystkie przedmioty zostały w miejscu docelowym rozpakowane. Nieco sprzętu różnorakiego przeznaczenia nadal pozostało w kartonach, zawalając część piwnicy i garażu.

Dodaj komentarz

Przeglądając rodzinne zdjęcia mojej żony natrafiłem na serię sympatycznych ujęć z udziałem Zygmunta Broniarka; dziennikarza, pisarza, globetrottera i w ogóle postaci dość niezwykłej.

Dodaj komentarz

Od zawsze kochałem zwierzaki i przez mój dom przewinęło się kolejno pięć psów oraz jeden kot, a do tego jeszcze Jurek - szczurek, całkiem inteligentny gryzoń.

Dodaj komentarz

Majowy, trzydniowy weekend spędzamy z żoną w domku na Kurpiach. Nad Pisą, na skraju lasu, w połowie drogi między Turoślą, a Dobrym Lasem.

Dodaj komentarz